Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) postrzegane są jako źrodlo wielu korzyści dla krajow je przyjmujących. Uzupelniają one niedobory kapitalu wynikające z niedostatecznych oszczedności wewnetrznych, przyczyniają sie do technologicznego unowocześnienia gospodarki, upowszechniają nowoczesne metody zarządzania oraz prowadzą do wzrostu zdolności eksportowych kraju importera Jak informuje Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa 81 proc. inwestorów zagranicznych w Europie Środkowo-Wschodniej jest zadowolonych z wyboru lokalizacji inwestycji w tym regionie. że z jednej strony nie ma bezpośrednich dowodów na znaczenie BIZ dla zmian tempa rozwoju gospodarczego (Gwiazda 1998, s. 61), a z drugiej są wskazywane szerokie korzyści wynikające z napływu tego rodzaju inwestycji (Mączyńska 1999, s. 88–89). O ile związek pomiędzy napływem bezpośrednich inwestycji zagranicznych Bezpośrednie inwestycje zagraniczne (BIZ) są jednym z głównych czynników sprzyjających globalizacji życia gospodarczego oraz najbardziej widocznym efekte Stanowisko Ministerstwa Finansów dotyczące zasad udzielania wsparcia ze środków publicznych dla inwestorów zagranicznych może wpłynąć na atrakcyjność Polski na tle innych krajów w Polska zajmuje szóste miejsce w Europie pod względem atrakcyjności inwestycyjnej - wynika z raportu EY. W 2018 roku w Polsce dokonano 272 bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Prenumerata Premium 6 miesięcy w cenie 60 zł zamiast 90 zł! Z danych opublikowanych przez NBP wynika, że zdecydowana większość inwestycji (ponad 90%) zlokalizowana była w Europie. Pod względem wartości transakcji z tytułu bezpośrednich inwestycji zagranicznych, które w 2019 roku wyniosły 5 mld złotych dominowały Szwecja, Niemcy, Hiszpania, Czechy i Rumunia. sYu5. W ubiegłym roku w Polsce ogłoszono 256 nowych projektów bezpośrednich inwestycji zagranicznych - wynika z raportu firmy EY. To 21-procentowy wzrost w porównaniu z poprzednim rokiem. W ramach tych inwestycji w Polsce mogą powstać co najmniej 22 tys. miejsc pracy. Jednym z najbardziej atrakcyjnych miast kontynentu jest Warszawa. Inwestorzy zagraniczni wskazują na poprawę atrakcyjności inwestycyjnej Polski w 2016 r. – wynika z badania "Atrakcyjność inwestycyjna Polski", przeprowadzonego przez firmę doradczą EY. Badanie dotyczy postrzegania przez inwestorów zagranicznych atrakcyjności inwestycyjnej Polski. W raporcie wskazano także najistotniejsze czynniki, które inwestorzy zagraniczni biorą pod uwagę przy tworzeniu nowego projektu lub rozszerzeniu działalności w danym kraju. "W ubiegłym roku w Polsce ogłoszono 256 nowych projektów bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). To wzrost o 21 proc. z 211 projektów rok wcześniej, skutkujący powrotem naszego kraju do pierwszej piątki najpopularniejszych europejskich kierunków inwestycyjnych po raz pierwszy od 2008 r. W ramach tych inwestycji w Polsce może powstać co najmniej 22 074 miejsc pracy, co oznacza wzrost o 12 proc. z 19 651 w 2015 r., co jest drugim wynikiem w Europie. W obu kategoriach okazaliśmy się niekwestionowanym liderem Europy Środkowo-Wschodniej" - powiedział we wtorek partner i główny ekonomista EY, a także lider Zespołu Analiz Ekonomicznych EY Marek Rozkrut. Także Warszawa odnotowała wzrost, jako jedno z najbardziej atrakcyjnych miast kontynentu. W pierwszej trójce atrakcyjnych inwestycyjnie lokalizacji stolicę Polski wskazało 8 proc. badanych przez EY – o 4 pkt. proc. więcej niż rok wcześniej. Gwałtowny wzrost aktywności inwestycyjnej Eksperci EY podkreślają, że w ostatnich trzech latach liczba ogłaszanych w Polsce inwestycji zagranicznych rosła bardzo szybko. O ile w latach 2004-2013 inwestorzy zagraniczni ogłaszali w naszym kraju przeciętnie 142 projekty rocznie, to w latach 2014-2016 liczba ta wzrosła do 200 (wzrost o 40 proc.). To więcej niż w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie ostatnie trzy lata przyniosły wzrost przeciętnej liczby ogłaszanych rocznie projektów o 25,4 proc. względem poprzedniej dekady. "Polska potrzebuje zarówno kapitału krajowego, jak i zagranicznego do podniesienia stopy inwestycji. Szczególnie cenne są bezpośrednie inwestycje zagraniczne, które nie tylko generują zatrudnienie, ale często są związane z transferem technologii, zwiększaniem produktywności oraz rozwojem umiejętności kadr" - czytamy w opracowaniu EY. Z raportu wynika, że w latach 2005-2016 przeciętnie ponad 80 proc. wszystkich projektów BIZ lokowanych w naszym kraju pochodziło z Europy Zachodniej oraz USA. Jeśli chodzi o branże i sektory, projekty BIZ lokowane w Polsce, dotyczą głównie: przemysłu, finansów i usług biznesowych oraz transportu i komunikacji. W latach 2005-2016 w tych sektorach przeciętnie realizowano 95 proc. projektów w ramach BIZ w naszym kraju. Choć od 2013 r. rośnie liczba nowych inwestycji w sektorze produkcyjnym, to zauważalna jest tendencja spadkowa udziału tej branży w ogólnej liczbie BIZ. "Udział produkcji we wszystkich inwestycjach przemysłowych zmniejszył się z 81 proc. w 2005 r. do 62 proc. w 2016 r. Dzieje się tak, ponieważ jeszcze szybszy wzrost następuje w innych sektorach – coraz więcej inwestycji zagranicznych przyciągają do Polski usługi finansowe i biznesowe. Ich udział wzrósł w tym samym okresie z 7 do 28 proc." - czytamy w opracowaniu EY. Z raportu wynika, że Polska zyskuje także na znaczeniu jako miejsce lokowania usług wspólnych ( IT, księgowość). W 2016 r. w Polsce ogłoszono najwięcej w całej Europie nowych projektów centrów usług wspólnych (SSC) – aż 38 ze 161 BIZ tego sektora w Europie (24 proc.) trafiło do Polski. Projekty w naszym kraju są jednak wciąż znacznie bardziej (choć w malejącym stopniu) pracochłonne niż przeciętnie międzynarodowe przedsięwzięcia lokowane w Europie (158 miejsc pracy na projekt w Polsce wobec 72 w Europie), ale bardziej kapitałochłonne niż przeciętnie w naszym regionie kontynentu (189 miejsc pracy na projekt w Europie Środkowo-Wschodniej). "Aby kontynuować proces nadrabiania zaległości wobec bardziej rozwiniętych światowych gospodarek, Polska musi konsekwentnie zwiększać stopę inwestycji, która w ostatniej dekadzie była niższa od poziomu odnotowanego w większości państw Europy Środkowo-Wschodniej. Z uwagi na wieloletnią niską stopę inwestycji i oszczędności, kapitał zagraniczny odgrywa istotną rolę w budowaniu potencjału naszego kraju. Szczególną rolę odgrywają BIZ, które w znacznym stopniu przyczyniły się do umiędzynarodowienia polskich firm i ich integracji z globalną gospodarką" - podkreślił Rozkrut. Polska będzie rywalizować z Czechami Badanie pokazało, że niemal połowa ankietowanych - 48 proc. oczekuje poprawy atrakcyjności naszego kraju w najbliższych trzech latach. Wśród silnych stron polskiej gospodarki inwestorzy wymieniają elementy rynku pracy – umiejętności tutejszych pracowników oraz koszty pracy, a także potencjał do wzrostu produktywności. Natomiast jako główny motor napędowy w przyszłości wskazują sektor usług. Z kolei 29 proc. inwestorów zagranicznych wskazuje na poprawę atrakcyjności Polski w minionym roku niż na jej pogorszenie - 24 proc. "Niestabilne otoczenie gospodarcze i regulacyjne są wymieniane przez inwestorów jako główne źródła ryzyka dla Polski. 48 proc. respondentów spodziewa się dalszej poprawy atrakcyjności inwestycyjnej Polski w okresie kolejnych trzech lat. Wśród silnych stron polskiej gospodarki najczęściej wymieniane są wysokie umiejętności pracowników, atrakcyjne koszty pracy oraz potencjał do wzrostu produktywności. Chociaż wśród planowanych inwestycji dominują te w przetwórstwie przemysłowym, to - zdaniem inwestorów - wzrost gospodarczy w Polsce w najbliższych latach będą napędzać profesjonalne usługi, w tym usługi IT, oraz logistyka" - podkreślił partner oraz lider zespołu ulg i dotacji inwestycyjnych EY Paweł Tynel. Jak dodał, o bezpośrednie inwestycje zagraniczne Polska będzie rywalizowała przede wszystkim z Czechami. Badani przez nas inwestorzy właśnie naszego południowego sąsiada uważają za głównego konkurenta Polski w batalii o nowe tego typu projekty. Badanie EY "Atrakcyjność inwestycyjna Polski" zrealizowano telefonicznie. Ankieta została przeprowadzona w marcu i kwietniu 2017 r. Na pytania EY odpowiedziało 208 respondentów - decydentów biznesowych z całego świata, odpowiedzialnych za inwestycje. Z tej grupy 58 proc. jest już obecnych na polskim rynku. Ankietowani odpowiedzieli na pytania dotyczące planów dalszego inwestowania w Polsce, bądź rozszerzenia tu swej obecności, czynników kształtujących atrakcyjność inwestycyjną naszego kraju, a także potencjalnych ryzyk. Polska po raz pierwszy od 2008 r. znalazła się w pierwszej piątce najpopularniejszych europejskich kierunków dla inwestorów zagranicznych – to z kolei wynika z opublikowanego kilka dni temu raportu EY "Atrakcyjność inwestycyjna Europy", którego uzupełnieniem jest właśnie raport nt. Polski. >>> Polecamy: Niedobór talentów dusi firmy. Które kraje najlepiej radzą sobie z problemem? Paweł Kruszyński, Członek zarządu Grupy Assay Aktywność zagranicznych inwestorów w Polsce utrzymuje się w ostatnich latach na dobrym i stabilnym poziomie. Według danych podawanych przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu, w ubiegłym roku zagraniczne koncerny zainwestowały w Polsce aż mld euro, co jest wynikiem wręcz nadspodziewanie dobrym, który plasuje nas wśród liderów europejskiego rynku. Warto jednak spojrzeć na sprawę szerzej i zastanowić się czy robimy wystarczająco dużo, aby zachęcić inwestorów do przychylnego spojrzenia w kierunku naszego kraju – mówi Paweł Kruszyński. Polska Agencja Inwestycji i Handlu chwali się, że zagraniczne inwestycje po trzech kwartałach 2018 roku są warte aż o 70% więcej względem tego samego okresu w roku ubiegłym. Największym zainteresowaniem nasz rynek cieszy się wśród Belgów, Amerykanów, Niemców i Francuzów, ale pojawiają się też wyraźne sygnały o rosnącym potencjale wśród krajów Bliskiego Wschodu. Czy jednak faktycznie jest aż tak dobrze? Polska ma obecnie bardzo wysoki potencjał inwestycyjny. Jesteśmy dynamicznie rozwijającym się rynkiem, bogatym w dobrze wykwalifikowane kadry z, w dalszym ciągu, dużo niższymi kosztami pracowniczymi niż większość krajów Unii Europejskiej. Inwestorzy są jednak często niepewni ulokowania pieniędzy nad Wisłą. Obawy dotyczą przede wszystkim kwestii podatkowych i zawiłych uregulowań prawnych. Inwestorom zależy na przejrzystej ścieżce działania, chcą mieć spokój. Nie ulega przecież wątpliwości, że takie sprawy, jak chociażby ostatnie zawirowania wokół KNF, a więc instytucji, która z założenia ma dbać o rynek i zapobiegać nadużyciom, nie sprzyjają wizerunkowi Polski wśród zagranicznych inwestorów. Bloomberg pisał niespełna miesiąc temu o skandalu wokół Getin Noble banku oraz największym spadku indeksu banków/pożyczkobiorców od dwóch lat. Wizerunek Polski w zachodnich mediach ma ogromny wpływ na nastroje zagranicznych inwestorów, tym bardziej że często poruszane są w nich tematy związane z sytuacją wewnętrzną w naszym kraju. Inwestorzy, którzy są zdecydowani na ulokowanie kapitału we wschodniej i środkowej Europie, często wybierają naszych sąsiadów lub np. Rumunię, która kusi niższymi kosztami pracy oraz uporządkowanymi relacjami z europejską wspólnotą. Aby zachęcić inwestorów do zaangażowania środków w Polsce, Państwo musi spełnić podstawowe warunki: mieć jasne i przewidywalne prawo, stabilny wymiar sprawiedliwości oraz dobre warunki ekonomiczne i gospodarcze. Rywalizacja o zagraniczny kapitał jest nieustanna. Potencjalny inwestor porównuje powyższe czynniki i zestawia je z tym, co dany kraj może mu zaoferować extra. Każdy z czynników jest równie ważny, bo bardzo często podczas negocjacji decydują detale. Dlatego też twarde dane makroekonomiczne czy geopolityczne są równie ważne, co wizerunek kraju poza jego granicami i nie można udawać, że jest inaczej. Warto zatem odnotować, że polskie władze starają się zachęcić inwestorów nowymi regulacjami prawnymi. We wrześniu weszły w życie akty wykonawcze do ustawy z maja tego roku o wspieraniu nowych inwestycji i stworzeniu Polskiej Strefy Inwestycji. W teorii ustawa ma zagwarantować inwestorom szereg przywilejów, które zdecydowanie uatrakcyjniają polski rynek na tle konkurentów. Gwarantuje ona ogólnopolskie zwolnienia podatkowe na okres 10 – 15 lat, premie dla przedsięwzięć bezpośrednio przyczyniających się do wzrostu konkurencyjności i innowacyjności lokalnych gospodarek oraz, co być może najważniejsze, odejście od ograniczeń terytorialnych, dzięki czemu kapitał nie będzie musiał być lokowany w konkretnych strefach ekonomicznych, co często było dużym minusem dla zagranicznych przedsiębiorstw. Widać więc, że staramy się odpowiadać na potrzeby inwestorów i przyciągać ich nad Wisłę. To dobry znak. Proces uatrakcyjniania polskiego rynku dla inwestorów musi być stały i dobrze przemyślany – aby dawał korzyści zarówno zagranicznemu kapitałowi, jak i krajowej gospodarce. Jeśli o to zadbamy i dodamy do tego poprawę wizerunku kraju na gruncie pozaekonomicznym, nie będziemy musieli martwić się o rezultaty. Paweł Kruszyński, Członek zarządu Grupy Assay Informacja prasowa Forum Wizja RozwojuSpecjaliści omówią planowane i realizowane inwestycji o ogromnym znaczeniu dla polskiej gospodarki. Eksperci wezmą pod lupę inwestycje wymagające miliardowych nakładów finansowych oraz długiego czasu planowania i wykonania. W dwudniowym programie forum znalazło się osiem paneli dyskusyjnych, które przybliżą najbardziej istotne inwestycje, ważne z punktu widzenia Polski, Europy i świata. – Pandemia dokonała poważnej rewizji koncepcji gospodarczych. Zerwane łańcuchy dostaw, chaos logistyczny, wzrost niepewności oraz potrzeba dywersyfikacji ryzyka sprawia, że inwestorzy rozważają zmiany w podejściu do lokowania kapitału. W ramach tej weryfikacji Polska może znaleźć się w obszarze zainteresowania – twierdzi Juliusz Bolek, przewodniczący Rady Dyrektorów Instytutu Biznesu, prezes Towarzystwa Gospodarczego i ekspert Forum Wizja Rozwoju. W ramach bloku „Inwestycje” prelegenci będą rozmawiać o takich inwestycjach jak Centralny Port Komunikacyjny czy przekop Mierzei Wiślanej. Poruszą również ważkie kwestie inwestycji we wschodniej Polsce jak również wykorzystanie rzeki Wisły jako przykłady działań o ogromnym znaczeniu dla krajowej gospodarki. W ramach jednego z paneli dyskusyjnych będzie mowa o istotności obwodnic miast dla mieszkańców i lokalnego biznesu – zarówno pod kątem poprawy jakości transportu, jak również oceny ich wartości społecznej. - Przekop Mierzei Wiślanej, budowa szlaku transportowego Via Carpatia oraz dalsza realizacja prac związanych z powstawaniem obwodnic dużych i średnich miast w Polsce, dają zielone światło dla wzrostu inwestycji na poziomie nawet 3,5% w perspektywie najbliższego roku.”- dr inż. Andrzej Michalak, prezes zarządu Fundacja Wizja Rozwoju. Pierwszego dnia forum zaplanowany został panel pod tytułem „Rozwój automatyzacji i robotyzacji przemysłu oraz procesów biznesowych jako narzędzie budowania przewagi konkurencyjnej”. Jednym z prelegentów będzie Konrad Michniewicz – Prezes Fundacji Rozwoju Innowacji i Technologii, ekspert Przemysłu i wynalazca, na co dzień współpracujący ze środowiskiem start-up’ panel został też poświęcony realizacji założeń tzw. „Białej Księgi Transportu”, dokumentu Komisji Europejskiej z 2011 r., który określa wizję rozwoju kolei w przyszłości. Wśród założeń pojawia się teza, że w 2050 r. większość przewozów na średnie odległości będzie odbywać się za pomocą kolei. Temat ten zostanie rozwinięty w czasie panelu „Polska kolej z potencjałem – kierunki rozwoju”, w którym uczestniczyć będą eksperci z Zakładu Dróg Kolejowych i Przewozów w Instytucie edycja Forum Wizja Rozwoju odbędzie się w Gdyni w Akademii Marynarki Wojennej w dniach 24-25 na wszystkie panele dyskusyjne jest bezpłatny. Warunek uczestnictwa stanowi uprzednia rejestracja za pośrednictwem strony : panele dyskusyjne będą dodatkowo transmitowane online, a ich zapisy zostaną na stałe umieszczone na stronie patronat nad wydarzeniem objął Premier Mateusz Morawiecki. Oficjalnie potwierdzonymi Partnerami są: Partner Generalny – PKN ORLEN, Partnerzy Strategiczni: BGK Bank Gospodarstwa Krajowego, Grupa Lotos i , KGHM Polska Miedź Partner Główny - Totalizator Sportowy Sp. z Partner plus – Węglokoks oraz Partnerzy: Agencja Rozwoju Przemysłu Fundacja Promocji Rozwoju, Gas Storage Poland, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, PARP oraz SAP Polska. Patronat merytoryczny potwierdzili: Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – pani Marlena Maląg, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Infrastruktury, Ministerstwo Finansów, Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Aktywów Państwowych, Ministerstwo Klimatu oraz Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi ŚródlądoweInformacja prasowa Forum Wizja RozwojuOceń jakość naszego artykułu:Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze prasowaPolska od kilku lat jest bardzo atrakcyjnym rynkiem dla zagranicznych inwestorów. To trzeba pokazać. Na pewno będzie przedstawiony efekt działań rządu, który utrzymał gospodarkę na właściwym poziomie i nie dał się kryzysowi. To w końcu jest nasz wielki w branży, Lotos, KGHM, do tego patronat premiera. To będzie prawdziwe zapowiada się bardzo interesująco. Tematyka świetna, ukazanie atrakcyjności naszego kraju to doskonały pomysł. Tym bardziej, że Polska to rynek bardzo korzystny dla potencjalnych inwestorów. Patronat premiera nad wydarzeniem dodaje już od dawna przyciąga coraz więcej turystów, inwestorów i ludzi z całego świata, kraj się rozwija, dobre rządy też są tego dla wszystkich patronatów, KGHM, Orlen, Morawiecki, dzięki wam takie wydarzenia się odbywają i możemy dowiedzieć się więcej o gospodarce. Od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej inwestycje zagraniczne przekroczyły już pół biliona złotych. Najwięcej na polskim rynku inwestują Niemcy, Francja, Hiszpania i Wielka Brytania, w ramach usług – głównie w handlu, a wśród sektorów przemysłowych – głównie w właśnie branże w największym stopniu odczułyby odpływ kapitału zagranicznego w przypadku potencjalnego, globalnego kryzysu. Choć Polska wciąż jest atrakcyjna dla zagranicznych inwestorów, to źródłem zagrożenia pozostaje gospodarka europejska – 10 lat od wybuchu ostatniego kryzysu wiele problemów nadal nie zostało rozwiązanych, a niestabilna sytuacja polityczna w Europie ryzyko to powiększa. – Poziom inwestycji zagranicznych w najbliższych latach będzie uzależniony od tego, jak będą rozwiązywane ekonomiczne problemy w poszczególnych gospodarkach unijnych, czy Unia Europejska zachowa obecny kształt, czy podzieli się na Europę dwóch prędkości i czy Polska znajdzie się w tej wolniejszej grupie. Zrealizowanie się chociaż części zagrożeń, jakie przedstawiliśmy w raporcie, może przynieść odczuwalne zawirowania w napływie środków do Polski, może nie od razu, ale z pewnością w kolejnych latach. Zwłaszcza, że aż 60 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych to reinwestowane zyski – łatwo takie inwestycje wstrzymać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Piętka-Kosińska, ekonomistka firmy doradczej Deloitte. Z obliczeń przedstawionych w raporcie „Kierunki 2017. Negatywne szoki gospodarcze. Stress-testy polskiej gospodarki w 2017 roku”, przygotowanym przez ekspertów banku DNB i Deloitte, wynika, że do Polski napływa rocznie około 40 mld zł w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Od wejścia Polski do Unii Europejskiej ta kwota przekroczyła 501 mld zł, co stanowi równowartość 15 proc. całości nakładów inwestycyjnych w gospodarce. Inwestycje zagraniczne pochodzą niemal wyłącznie z państw unijnych (w 96 proc.) i znacznie przewyższają środki z rozwojowych funduszy europejskich, które Polska zaabsorbowała od początku swojego członkostwa we Wspólnocie. – Najwięcej zainwestowały w Polsce Niemcy i Francja, więc kryzys w tych krajach najmocniej przełożyłby się na spadek inwestycji zagranicznych. W ciągu ostatnich kilku lat zauważyliśmy też zwiększoną aktywność inwestycyjną Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, więc inwestycje tych państw również byłyby zagrożone w sytuacji wystąpienia w nich problemów ekonomicznych – mówi Marcin Prusak. – Większość funduszy płynie do nas z Unii Europejskiej. Globalne mocarstwa, takie jak Stany Zjednoczone czy Chiny, są w inwestycjach zagranicznych w zasadzie nieobecne. Główni inwestorzy to Niemcy, Francja, Wielka Brytania i Hiszpania – potwierdza Katarzyna Piętka-Kosińska. Jak wynika z raportu Deloitte i DNB, analizowane branże polskiej gospodarki są dziś w większości bardziej odporne na kryzys gospodarczy niż w 2008 roku. Jednak potencjalny kryzys w Europie mocno uderzyłby w wymianę handlową z innymi krajami i bezpośrednie inwestycje zagraniczne. – W niektórych sektorach gospodarki jesteśmy obecnie dwukrotnie bardziej odporni na kryzys niż jeszcze kilka lat temu. Jednak sytuacje kryzysowe w Europie miałyby przełożenie na nasz rynek. Ucierpiałby eksport, głównie na skutek zmniejszenia popytu na towary produkowane w Polsce. Drugi zagrożony obszar to bezpośrednie inwestycje zagraniczne. Od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej te inwestycje sięgnęły prawie 0,5 bln zł – mówi Marcin Prusak, członek zarządu do spraw bankowości korporacyjnej Banku DNB. Napływ inwestycji zagranicznych dotychczas był największy w sektorze usług (63 proc. ogółu), zwłaszcza w handlu (16 proc.) oraz w działalności finansowej i ubezpieczeniowej (11 proc.). Warto zauważyć, że napływ inwestycji zagranicznych do przemysłu wytwórczego sięga 26 proc., głównie do branży motoryzacyjnej (9 proc., tj. 19 mld zł w latach 2010–2015). Zatem w przypadku kolejnego globalnego kryzysu wyhamowanie napływu i/lub odpływ kapitału zagranicznego branże te mogłyby odczuć w największym stopniu. – W ostatnich latach inwestycje zagraniczne były lokowane w dwóch dużych obszarach sektorowych. Dwie trzecie przypadło na sektor usługowy, natomiast jedna czwarta na przemysł wytwórczy, w tym branżę motoryzacyjną. W obszarze usług mówimy o następujących sektorach: usługi finansowe, informacja i komunikacja oraz obsługa rynku nieruchomości. Te branże ucierpiałyby najmocniej w razie potencjalnego kryzysu – mówi Marcin Prusak. Eksperci podkreślają, że prognozy ekonomiczne dla Polski na 2017 rok są pozytywne. Spodziewane jest przyspieszenie wzrostu gospodarczego, a Polska Agencja Inwestycji i Handlu oczekuje zwiększonego napływu inwestycji zagranicznych do Polski. Ryzyko stwarzają jednak nierozwiązane problemy gospodarcze pomimo upłynięcia 10 lat od ostatniego kryzysu, na co nakłada się niestabilna sytuacja polityczna na scenie europejskiej i globalnej. – Przeanalizowaliśmy ryzyka ekonomiczne i polityczne, które mogą mieć przełożenie na Polskę. Jest ich naprawdę wiele, na skalę niespotykaną w porównaniu z poprzednimi latami. W wielu krajach powolny wzrost gospodarczy czy ogromny dług publiczny i ryzyko pułapki deficyt-dług w kontekście rosnących stóp procentowych za oceanem. Do tego utrzymujące się chociażby we Włoszech ryzyko sektora bankowego czy kryzys migracyjny w wyniku demograficznej presji w krajach rozwijających się i politycznych napięć w regionie. Po brexicie coraz częściej mówi się o Europie dwóch prędkości. Zbliżają się wybory prezydenckie we Francji i parlamentarne w Niemczech, które zadecydują o przyszłym kształcie Unii Europejskiej – mówi Katarzyna Piętka-Kosińska. Ekonomiści Deloitte i DNB ocenili, że największe ryzyko wystąpienia kolejnego kryzysu ekonomicznego wśród analizowanych krajów dotyczy Włoch i Hiszpanii. O ile napływ włoskich inwestycji zagranicznych do Polski sięga maksymalnie 3 proc., o tyle Hiszpania jest jednym z głównych inwestorów. Dlatego zawirowania na tamtejszych rynkach miałyby również przełożenie na sytuację gospodarczą w Polsce. Jednocześnie autorzy raportu „Kierunki 2017. Negatywne szoki gospodarcze. Stress-testy polskiej gospodarki w 2017 roku” podkreślają, że Polska pomimo tych zagrożeń pozostaje atrakcyjna dla inwestorów zagranicznych. – Polska ma stabilny udział w światowych inwestycjach zagranicznych i jest zdecydowanym liderem na tle nowych krajów członkowskich Unii Europejskiej. Napływ inwestycji jest ponaddwukrotnie większy niż do Czech czy na Słowację. Wynika to z faktu, że jesteśmy dużą gospodarką, która może efektywnie wykorzystać napływ znaczących środków finansowych – mówi Katarzyna Piętka-Kosińska Fot. Sage78/iStockphoto Polska może być atrakcyjna dla uczonych z innych krajów. Najlepsze ośrodki oferują coraz lepsze pieniądze i wysoką jakość badań - mówi prof. Maciej Lewenstein - polski fizyk, dwukrotny zdobywca prestiżowego grantu Europejskiej Rady ds. Badań. - Polska może być atrakcyjna dla badaczy z zagranicy. Formalnie skończyłem pracować w Polsce w 1994 roku, od tamtego czasu wiele się w kraju zmieniło. Teraz również w Polsce jest dostęp do dużych pieniędzy, zwłaszcza dla uczonych pracujących w naukach doświadczalnych, co oczywiście wiąże się z wejściem kraju do Unii Europejskiej. Jest coraz więcej instytucji naukowych, w których dostaje się dobre pensje. Najlepsze ośrodki w Polsce już przyciągają zagranicznych badaczy - powiedział prof. Lewenstein z katalońskiego Instytutu Fotoniki (ICFO) w Castelldefels pod Barceloną. Walkę o zagranicznych badaczy - zdaniem naukowca - trzeba też wygrywać organizując ośrodki w atrakcyjnych miejscach. - Z tego powodu w ulotkach o moim instytucie jest oczywiście mowa o tym, że Barcelona jest kapitalna i że Leo Messi gra najlepiej w piłkę. Podobnie promocja wygląda w Gdańsku czy na Uniwersytecie Jagiellońskim. Tam zawsze są naukowcy, którzy przyjeżdżają na dłuższy pobyt - podkreślił prof. Lewenstein. O obecność badaczy - obcokrajowców w Hiszpanii postarała się wspierana przez kataloński rząd fundacja ICREA - Institucio Catalana de Recerca I Estudis Avançats (Kataloński Instytut Badań i Studiów Wyższych). W ciągu 12 lat swojego istnienia zaoferowała obcokrajowcom 250 miejsc we wszystkich dziedzinach nauki. - Ściągnęła w ten sposób najlepszych ludzi z całego świata, w tym mnie i moją żonę. To nie wymaga znów tak dużego budżetu. Polska też mogłaby sobie na to pozwolić - opisał rozmówca. W Instytucie Fotoniki (ICFO) w Castelldefels prof. Lewenstein pracuje od 2005 roku. Na teoretyczne badania w dziedzinie optyki kwantowej i fizyki ultrazimnych gazów dwukrotnie otrzymał prestiżowy grant Europejskiej Rady ds. Badań (ERC) wart około 2 mln euro. Wśród naukowców w Polsce tak prestiżowy grant to wciąż rzadkość. Od 2007 r. ERC Starting Grant otrzymało zaledwie dziesięciu polskich młodych badaczy, a trzech wybitnych, doświadczonych naukowców - ERC Advanced Grant. Jak mówi prof. Lewenstein, przykład ICFO pokazuje, że warto walczyć o naukowców z zagranicy. - W moim instytucie, w którym jest 21 grup zajmujących się fotoniką, mamy 11 grantów ERC. Przy czym może dwa z tych grantów prowadzą Hiszpanie. Wszyscy inni to ludzie z zagranicy, którym tutaj stworzono dobre warunki do pracy - opisuje naukowiec. Jego zdaniem w Polsce szanse na otrzymanie grantów Europejskiej Rady ds. Badań mogą mieć przede wszystkim młodzi badacze, którym ta instytucja przyznaje Starting Grant. - Biorę udział w ewaluacji tych grantów. Każdy naukowiec, który otrzymywał Starting Grant jakiś czas spędzał w jednym z najlepszych ośrodków na świecie - mówi prof. Lewentein. - Byłoby bardzo dobrze, gdyby w ciągu pierwszego okresu kariery naukowej, młody człowiek miał jak najwięcej kontaktów z najlepszymi ośrodkami na świecie. Bez tego bardzo trudno jest się przebić - dodał naukowiec. Jego zdaniem resort nauki i środowisko naukowe powinno zwrócić uwagę na młodych, zdolnych ludzi, którzy mogą być liderami w swoich dziedzinach nauki. - Jest ich w Polsce bardzo wielu. Trzeba wysyłać ich do dobrych ośrodków, ale potem pilnować, aby tam nie zostali, ale wrócili do Polski i mieli tu dobre warunki pracy: wyższą pensję i możliwość zatrudniania doktorantów, by mogli sobie stworzyć swoją grupę badawczą - mówi prof. Lewenstein. Kluczem do zdobycia grantu np. ERC jest też dobrze przygotowany wniosek o grant. W Hiszpanii wielu naukowców korzysta z pomocy profesjonalnych firm, które zajmują się przygotowywaniem takich wniosków. W 2007 roku, gdy prof. Lewenstein po raz pierwszy ubiegał się o fundusze ERC, katalońskie ministerstwo edukacji i nauki zaoferowało mu pomoc brytyjskiej firmy, która specjalizowała się w przygotowywaniu wniosków o granty Unii Europejskiej. - Na początku myślałem: co mi mogą tacy ludzie pomóc, skoro nie mają pojęcia o fizyce. Oczywiście to nie jest firma, która powie, co mam badać, ma zaś pojęcie o formalnych aspektach pisania wniosku. Bardzo mi pomogli przez odpoetyzowanie grantu, skupienie mojej uwagi na tym, co jest ważne w konkursie, na przedstawieniu życiorysu. Czasem są to drobiazgi, które odgrywają bardziej psychologiczną niż merytoryczną rolę w przygotowywaniu wniosku - powiedział prof. Lewenstein. Gdy kilka lat później składał drugi wniosek o grant ERC, nawet nie musiał korzystać z zewnętrznej firmy. - Mój instytut ma dwóch ludzi, którzy się na tym doskonale znają. W czołowych instytutach są komórki, które zajmują się takimi sprawami - opisał. - Zresztą ja sam prawie wcale nie zajmuję się formalnościami związanymi z obsługą grantu, bo tutaj jest bardzo dobra i efektywna administracja, która zajmuje się takimi rzeczami - podkreślił badacz. Zdaniem prof. Lewensteina, niewielka aktywność Polaków w staraniach o granty wynika też z prowincjonalności, która widoczna jest również w Katalonii. - Tylko w najlepszych ośrodkach jest świadomość, że trzeba zdobywać granty i że przegrana nie jest wstydem. Czasem profesor boi się, że jeśli wystąpi o grant, a go nie dostanie to będzie wstyd. A nie jest i trzeba się tego nauczyć. Częste jest też myślenie, że oni tam na pewno mają jakieś układy - opisał uczony. Maciej Lewenstein Urodził się w 1955 roku w Warszawie. Pracował w Centrum Fizyki Teoretycznej PAN, na Uniwersytecie w Essen i francuskim Centrum Badań Jądrowych w Saclay. W 2011 roku otrzymał Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej za dokonania w obszarze optyki kwantowej i fizyki ultrazimnych gazów, czyli tzw. Polskiego Nobla. Jest też laureatem Nagrody Naukowej Humboldta, Nagrody Fundacji Hertza Uniwersytetu w Hamburgu, Nagrody Gutenberga Uniwersytetu w Moguncji oraz Nagrody Wydziału Kwantowej Optyki i Elektroniki Europejskiego Towarzystwa Fizycznego. Polub WP money na Faceboku:

napisz z czego wynika atrakcyjność polski dla zagranicznych inwestorów